Anna Jaroszuk

Święto Morza – euforia i histeria

Uwaga! Za chwilę ujrzymy morze!1

ORP_Grom_1937

W dwudziestoleciu międzywojennym, jak chyba nigdy wcześniej i nigdy później w historii kultury polskiej, morze zostało docenione jako przedmiot działań politycznych i ekonomicznych, artystycznych i społecznych. Wyrazem euforii żywiącej się odzyskaniem dostępu do morza i jednocześnie histerii podsycanej nieustanną obawą o te tereny, które tak łatwo można było stracić, były zabiegi polityczne i inwestycje gospodarcze, filmy, powieści, poezja i jej antologie, pieśni i piosenki, opery, a także inicjatywy społeczne. Wszystkie przejawy tej bogatej, szeroko zakrojonej twórczości marynistycznej i działalności zogniskowanej na morzu znalazły wspólną płaszczyznę istnienia – oczywiście w postaci ograniczonej do wybranych nazwisk, tytułów czy przedsięwzięć – w ramach Święta Morza, organizowanego od 1932 roku z inicjatywy Ligi Morskiej i Kolonialnej, organizacji społecznej, choć z ambicjami politycznymi. Kompozycje Feliksa Nowowiejskiego – przede wszystkim Hymn do Bałtyku oraz dwie roty morskie, Rota i Rota Bałtycka – towarzyszyły uczestnikom obchodów podczas wciągania i ściągania bandery, pochodów i akademii. Co więcej, opera Legenda Bałtyku jego autorstwa była głównym punktem programu nadawanego przez Polskie Radio z okazji Święta Morza 1935 roku. Podczas szkolnych obchodów Święta Morza (które odbywały się dwa tygodnie przed właściwymi uroczystościami) zalecano recytowanie dzieł Stefana Żeromskiego (Wiatr od morza, Międzymorze), Wacława Sieroszewskiego, Mariusza Zaruskiego czy Stanisława Marii Salińskiego. Pierwszy i drugi zostali uhonorowani również w inny sposób – imieniem Stefana Żeromskiego w 1935 roku ochrzczono latarnię morską na Rozewiu i w tym samym roku Wacław Sieroszewski stanął na czele Głównego Komitetu Wykonawczego. Częstym punktem programu były pokazy filmów, czasami czysto propagandowych, czasami należących do nurtu kina rozrywkowego. Wprawdzie prasa nie relacjonuje, jakie tytuły były wyświetlane, ale na pewno było w czym wybierać – wystarczy wymienić takie produkcje dwudziestolecia jak Zew Morza, Wiatr od morza czy Rapsodia Bałtyku. Oczywiście, zbieżność różnych wątków twórczości i działalności z morzem w tytule można interpretować jako świadome działanie organizatorów Święta Morza, którzy w ten sposób postanowili przyciągnąć publiczność, zyskać popularność i jednocześnie uprawomocnić swoją działalność przez odwołanie się do istniejącego już dorobku. Wydaje się jednak, że wszystko to skłania  również do innych wniosków.

Otóż wydaje się, że Święto Morza było elementem większej całości, a nie wyłącznie „rewią i przeglądem dorobku, a jeszcze bardziej zamiarów i nadziei”2Ligi Morskiej i Kolonialnej czy „imprezą partyjno-sanacyjną”3. Choć, oczywiście, nie należy zapominać, że obchody te były pokazem sprawności i witalności Ligi oraz jej zasięgu działania. Nadarzała się wtedy niepowtarzalna okazja do rekrutowania nowych członków („W dniu tegorocznego Święta Morza każdy członek Ligi Morskiej i Kolonialnej winien zwerbować przynajmniej jednego nowego członka naszej organizacji”4) oraz zbiórki na Fundusz Obrony Morskiej i Fundusz Kolonialny, przy pomocy których Liga realizowała postawione sobie cele. Szczególnie ważna w programie LMK kwestia kolonii z czasem coraz częściej przywoływana była w ramach święta, np. przy okazji puszczania wianków na wodę: „W cichy szmer orkiestry wpadł hałaśliwy śpiew czarnych dzikusów płynących na egzotycznej wyspie palmowej, na której przy ognisku torturowano białego jeńca, przywiązanego do pnia drzewa”5 czy w dekoracji łodzi: „Żywy obraz «Polski Kamerun» był żywo oklaskiwany”6. Było to też niewątpliwie święto państwotwórcze; patronat honorowy sprawowali najwyżsi dostojnicy państwowi (na samym początku prezydent Ignacy Mościcki i marszałek Józef Piłsudski), sam prezydent przyjmował również defilady, dygnitarze uświetniali zaś obchody przemówieniami. Wymiar polityczny nie ograniczał się do granic państwa polskiego. Świętem Morza manifestowano światu, a przede wszystkim Niemcom, przywiązanie Polski do wybrzeża, gotowość do jego obrony i siłę (zwłaszcza zbrojną), która miała bronić polskiego morza.

O Święcie Morza pisano często i wiele, rzadko krytycznie. Popularność tego tematu na łamach prasy również przemawia za umieszczeniem uroczystości w szerszym kontekście. Corocznymi obchodami interesowały się pisma reprezentujące różne opcje polityczne i światopoglądowe. Były to nie tylko organy Ligi Morskiej i Kolonialnej („Morze”, „Polska na morzu” i „Szkwał”) oraz prasa sanacyjna („Gazeta Polska”, „Kurier Poranny” czy prosanacyjny „Cyrulik Warszawski”), lecz także pisma opozycji i te, które uchodziły za neutralne politycznie. Spośród nich należy wymienić z jednej strony „Robotnika”, dziennik Polskiej Partii Socjalistycznej i endecką „Gazetą Warszawską” (która jednocześnie chwaliła i ganiła tę inicjatywę), z drugiej uważany za apolityczny „Tygodnik Ilustrowany” czy „Ilustrowany Kurier Codzienny”. Przy czym warto zdawać sobie sprawę z tego, że decyzje redaktorów niekoniecznie były autonomiczne i spontaniczne. W 1933 roku Polski Związek Wydawców Dzienników i Czasopism przyjął uchwałę, na mocy której Święto Morza miało stać się uprzywilejowanym tematem, m.in. postulowano wydawanie w dniu obchodów specjalnych numerów oraz zamieszczanie obszernych opisów uroczystości. Podobną w treści odezwę wystosował w tym samym roku Syndykat Dziennikarzy Krakowskich, a zaskakujące podobieństwo notatek i sprawozdań drukowanych w różnych czasopismach uprawdopodabnia podejrzenie, że większość z nich była przygotowana na podstawie gotowych materiałów rozsyłanych przez Ligę Morską i Kolonialną.

Rozważania nad Świętem Morza jako elementem szerszego zjawiska prowadzą do dostrzeżenia innych jego aspektów i jednocześnie skłaniają do spojrzenia na ów „żywiołowy pęd ku morzu” dwudziestolecia międzywojennego właśnie przez jego pryzmat. „Święto jest bowiem tą fazą w życiu społecznym, w której szczególnie wyraźnie ujawniają się jego mechanizmy, przede wszystkim systemy wartości”7. Dlatego też, poddając rekonstrukcji, analizie i interpretacji obchody „świętomorskie”, warto postawić pytania dotyczące szerszego kontekstu. Dlaczego obchodzono akurat Święto Morza, a nie Święto Lądu, choć i ten odzyskano, jak trzeźwo zauważył jeden z nielicznych krytycznie nastawionych komentatorów prasowych8? Jakie wartości stały za obchodami Święta Morza czy raczej – jakie wartości Święto Morza jako tradycja wynaleziona proklamowało i propagowało? Z jakich elementów składał się ten światopogląd, będący kanwą obchodów morskich i jednocześnie wykraczający poza ich ramy? Na jakie potrzeby odpowiadał?

Zarówno cały dyskurs wokół Święta Morza i zagadnień morskich, jak i sam przebieg obchodów zrekonstruuję na podstawie już wspomnianych tytułów prasowych, posiłkując się  materiałami przygotowywanymi specjalnie na tę okazję przez Ligę Morską i Kolonialną, przemówieniami wygłaszanymi podczas uroczystości oraz fotografiami. Dotarłam jedynie do jednego świadectwa indywidualnego spisanego przez Jerzego Krzyżanowskiego. Taki zasób źródeł charakteryzuje normatywność i postulatywność – chociażby dlatego, że część z tych tekstów redagowano według nadesłanego wzorca. Nie stanowi to jednak przeszkody w analizie i interpretacji Święta Morza, które przede wszystkim istniało w słowie, na łamach prasy. Zanim po raz pierwszy się odbyło, prasa zdążyła już dokładnie, godzina po godzinie, opisać jego przebieg. Zaistnienie w rzeczywistości było jedynie wykonaniem zapisanego scenariusza. Co więcej, relacje ze Święta Morza nie różniły się od zapowiedzi. Być może nie było odstępstw od z góry wyznaczonego programu, a być może nie interesowały one dziennikarzy. Ważniejsze było to, co napisane, niż to, co odegrane. Jakąś namiastkę tego zjawiska daje obserwacja zdjęć i podpisów im towarzyszących – zdjęcia z cyklu „Poświęcenie taboru rzecznego w [dowolna nazwa miejscowości]” zazwyczaj przedstawiają szereg kajaków. Dyskurs wytworzony wokół obchodów projektował przebieg uroczystości, sposób doświadczania i system wartości stojący za obchodami. Jednym głosem brzmią opisy będące częścią modelowego przemówienia: „Wszyscy podróżni rzucają się do okien i z wytężonym wzrokiem czekają tej chwili, kiedy hen na widnokręgu wyłoni się szmaragdowa tafla Bałtyku”9, i relacje z uroczystości: „Widziało się rozrzewniające sceny, gdy ludzie po długiej podróży, bezpośrednio po opuszczeniu pociągu, z walizkami i tobołkami biegli nad brzeg Bałtyku, by zobaczyć to «nasze morze»”10. Projektowanie entuzjazmu było elementem edukacji morskiej – morza nie wystarczyło zobaczyć i poznać, trzeba było je uczynić przedmiotem kultu niemalże religijnego. „Ludzie […] nabierali troskliwie wodę z Bałtyku do butelek, by powieźć ja jako relikwię do siebie, do domu”11, a miejscowi „supercwaniacy sprzedawali nawet ćwiarteczki słonej wody z nadrukiem «Prawdziwa woda morska»”12.

Święto Morza zostało wpisane w kalendarz  polski na dwa sposoby. Datę obchodów wyznaczyły władze kościelne: „Biskup chełmiński J.E. ks. Stanisław Okoniewski […] zarządził, że po wszystkie czasy dzień 29 czerwca, dzień Apostołów Piotra i Pawła, będzie dniem polskiego Święta Morza”13. Sam zaś objął patronat nad uroczystościami i co roku celebrował mszę w porcie gdyńskim. Jednocześnie podporządkowano tej dacie ludowe święto sobótki – wianki i palenie ognisk, dwa główne punkty nocy świętojańskiej, stały się integralnymi elementami obchodów, które w ten sposób zyskały status pełnoprawnego święta, usankcjonowanego zarówno przez Kościół, jak i tradycję ludową. Pierwsze Święto Morza odbyło się jednak, wbrew deklaracjom biskupa Okoniewskiego, nie 29 czerwca, a 31 lipca, ze względu na udział duszpasterza w kongresie eucharystycznym w Dublinie. Obchody 1932 roku były ograniczone do Gdyni, ale skupiły ludność z licznych zakątków kraju, dzięki temu zyskując wymiar ogólnopolski: „Zjechało wtedy ponad sto tysięcy ludzi z całej Polski. […] Nasz dom [w Gdyni] był pełen gości ze Lwowa: przyjechali obaj stryjowie z żonami i wnukami starego Kaliksta, przyjechali też znajomi i przyjaciele” – pisze Jerzy Krzyżanowski, świadek wydarzeń14. Prawdopodobnie nie bez wpływu na tak wysoką frekwencję były zniżki kolejowe na podróż do Gdyni i z powrotem, zarządzone przez Ministerstwo Finansów. W kolejnych latach święto zyskało charakter ogólnopolski również w wymiarze przestrzennym – rozlało się po całym kraju: Poznań, Łódź, Kraków, Zakopane, Radom, Bydgoszcz, Kielce, Sosnowiec, Katowice, Wilno, Stanisławów, Bielsko, Częstochowa, Kalisz, Ostrów, Lwów, Tomaszów, Pionki, Stołpce, Siedlce, Radzymin etc., choć nadal głównymi ośrodkami były Gdynia i Warszawa i nadal też kursowały specjalne pociągi dowożące do głównych ośrodków w regionie. Przejście od zasięgu lokalnego do ogólnopolskiego ilustruje zastąpienie gigantofonów, przez które transmitowano przemówienia w 1932 roku, radiem służącym w latach późniejszych.

The smart method of getting custom essay writing service reviews custom essays writing onlinecustom writing essays online
Locate your best custom writing reviews essay writing service reviewswriting service reviews
The ideal way to write my essay generator write my thesisThe right way to write my dissertation uk
Purchase your brilliant college essay help college essay writing helphelp with college essays for students

Z czasem jeden dzień uroczystości  przerodził się w kilka dni, a w 1937 roku był to już Tydzień Morza.

Początek święta, który zazwyczaj przypadał w wigilię właściwych obchodów, najczęściej 28 czerwca, obwieszczały sygnały radiowe, gwizdy lokomotyw albo syreny fabryczne. Zatrzymywano wówczas ruch uliczny i następowała minuta ciszy dla uczczenia bohaterów poległych w obronie granic zachodnich. W 1933 roku w Zakopanem sklepy zamknięto na 15 minut. W Radomiu odbyły się w zakładach pracy pogadanki o morzu. W Poznaniu inauguracji towarzyszyły krążące nad miastem samoloty wojskowe, rozrzucające ulotki o polskim morzu, z Placu Wolności wyruszyły zaś sztafety motocyklowe i automobilowe do Gdyni po wodę z Bałtyku.  Kolejnym punktem szczegółowego programu było dekorowanie miasta. W „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” z 23 czerwca 1935 roku wydrukowany został artykuł-odezwa Dekorujmy domy i okna na Święto Morza, w którym informowano, gdzie można nabyć przygotowane przez Ligę Morską i Kolonialną materiały dekoracyjne. Flagami państwowymi, flagami Ligi Morskiej i Kolonialnej, plakatami, zielenią i godłami dekoracyjnymi ozdabiano domy, balkony, okna, tramwaje, wystawy, taksówki. „[N]a Nowym Świecie zwracała ogólną uwagę wystawa w jednym ze sklepów cukierniczych, gdzie w witrynie umieszczono okręt, latarnię morską i figurkę marynarza polskiego”15. Specyficzną, ale z czasem niebywale popularną formą dekoracji były okręty, najczęściej z tektury, budowane na podkładach tramwajowych czy samochodowych (w przypadku braku takich możliwości budowano statyczne makiety stawiane w centrum miasta). Model okrętu wojennego projektu malarza Ernesta krążył wzdłuż szyn tramwajowych stolicy w 1933 roku, propagując hasła Święta Morza. Sensację budziły również konstruowane specjalnie z okazji Święta modele latarni morskich, jak np. w Tarnowski Górach podczas obchodów 1933 roku. W roku tym ważnym punktem pierwszego dnia obchodów było uchwalanie rezolucji proklamujących i potwierdzających przywiązanie do morza oraz gotowość bronienia go w razie niebezpieczeństwa. Rezolucje te były natychmiast albo dnia następnego przekazywane sztafetom motocyklowym, konnym, automobilowym, które dostarczały je do stolicy albo do najważniejszego miasta w regionie. Następnie odbywał się capstrzyk orkiestr cywilnych i wojskowych ulicami miasta, a na głównym placu – w Warszawie na placu Piłsudskiego, w Poznaniu i Łodzi na, nomen omen, placu Wolności, – gromadziły się stowarzyszenia, organizacje, delegacje oraz ludność – tłum ten tworzył pochód zmierzający do najbliższej wody w mieście: rzeki, stawu, basenu. Tam przedstawiciele władz odbierali defilady udekorowanego i oświetlonego taboru wodnego, puszczano wianki, palono ogniska, czasem składano hołd wodzie, przede wszystkim rzece, oraz wygłaszano przemówienia. W defiladzie warszawskiej w 1933 roku, odbieranej przez prezydenta Mościckiego, wzięły udział: ślizgowce z nowo otwartego klubu motorowego, tabor żeglugi parowej z załogami na pokładach, tabor piaskarski, rybacki, kluby wioślarskie, łodzie prywatne oraz kajaki. W Poznaniu zaś „dekoracje łodzi poświęcone były sprawom morza. Szereg dekoracji łodzi odznaczał się pomysłowością jak np. zbudowany przez saperów model kościoła Mariackiego. […] Nie brakło też scen humorystycznych jak pogoń bocianów za żabą, wykonaną na kajakach przez drugą żeglarską drużynę harcerską”16. Wianki przybierały równie nieoczywiste formy. W Warszawie 1933 roku nadano im kształty polskich statków wojennych od XV wieku do czasów ówczesnych. W Częstochowie wianki oraz defilada odbyły się na pływalni Bałtyk17. Ostatnim punktem wieczoru były zazwyczaj sztuczne ognie, ogniska – stos płonący na Kamiennej Górze w Gdyni, iluminacje, np. Gdyni czy Wawelu. W Zakopanem „wieczorem zapłonęły ognie i sobótki na przestrzeni całego pasma Tatr, z dominującymi na pierwszym planie ogniskami na szczytach Giewontu, Czerwonych Wierchów, Antałówki i Gubałówki”18.

Głównego dnia obchodów mieszkańców miast miała budzić pobudka grana przez orkiestry przemierzające ulice. Na głównym placu podnoszono banderę państwową oraz Ligi Morskiej i Kolonialnej. Później odbywała się msza – w Gdyni na nabrzeżu wilsonowskim, w Warszawie w katedrze św. Jana – a także nabożeństwa w świątyniach innych wyznań. Po mszy następowało na wybrzeżu poświęcenie morza oraz statków, w całej Polsce wygłaszano zaś szereg przemówień. W 1932 roku Ignacy Mościcki brał osobiście udział w Święcie Morza w Gdyni, od 1933 jego przemówienie było transmitowane przez radio z Zamku Królewskiego w Warszawie. W 1932 roku ze względu na obecność głowy państwa ludność Pomorza złożyła hołd Polsce i prezydentowi. Obowiązkowym punktem programu była defilada wojskowa i cywilna wszystkich delegacji, które przybyły na obchody do danego miasta. W defiladzie gdyńskiej w 1932 roku wzięły udział: siły powietrzne, marynarka wojenna, kompania lotnicza marynarki, batalion morski, oddziały kawalerii, wszystkie dywizje armii polskiej, straży granicznej, Przysposobienia Wojskowego, weterani, troje artystów z Krakowa, którzy postanowili przybyć na Święto Morza w balii Wisłą, harcerze, delegacje Ligi Morskiej i Kolonialnej z całego kraju, Towarzystwa Kurkowe, delegacje urzędników, pracownicy zakładów azotowych w Mościcach, organizacje społeczne, grupy w strojach ludowych z Łowicza, Podhala, Kurpi, górnicy, grupa Słowian, młodzież…. Defiladę krakowską w 1933 roku uświetniła „reprezentacja pracowników okręgowej dyrekcji kolei państwowych i Zjednoczenie Kolejarzy Polskich z delegatem z Gdyni, który w słoju szklanym przywiózł wodę morską”19. Gest darowania oraz przewożenie wody czy piasku morskiego był tego dnia wielokrotnie powtarzany. Do Poznania wróciła wysłana dzień wcześniej do Gdyni po wodę morską sztafeta automobilowa i motocyklowa. Zorganizowana przez aerokluby pomorski, wielkopolski i śląski, sztafeta samochodowa Gdynia–Katowice wręczyła wojewodzie wodę i piasek z morza polskiego w pięknych urnach. Sztafeta ta wiozła ze sobą album pamiątkowy, „który każde miasto zaopatrzy w swój podpis i pieczęć”20. Podobnie było w 1935 roku w Gdyni, gdzie: „trzech starszych rybaków: Józef Kos, Jan Denc i Jan Szulc […] przywi[ozło] baryłkę dębową z wodą z głębin Bałtyku, aby złożyć ją na ręce gen. Rydza-Śmigłego”21. Akty te stanowiły przedłużenie aktualizowanych rok rocznie zaślubin z morzem. Podczas Święta Morza tak jak w 1920 roku kawalerzyści 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich, dosiadając swoich wierzchowców, wprowadzali je po pęciny w morze.

Popołudnie 29 czerwca przeznaczone było na różnego rodzaju rozrywki. Organizowano tańce i zabawy ludowe w parkach miejskich, koncerty orkiestr, kabarety, przedstawienia („Opowieści Bałtyku”, Gdynia 1932), pokazy sztucznych ogni, seanse filmowe, w Gdyni wycieczki po morzu i zwiedzanie portu, w Warszawie wycieczkę Wisłą do Modlina, zabawy w Łazienkach, korowody samochodów po mieście. Od 1936 roku obchody „świętomorskie” w Warszawie uświetniały występy Jana Kiepury na placu Piłsudskiego. Ważny punkt tych popołudniowych atrakcji stanowiły wydarzenia sportowe. Gdynia była często metą imprez sportowych, których finał wyznaczony był właśnie na Święto Morza. W 1935 roku 28 czerwca zakończył się wyścig kolarski z całego kraju, cztery lata później również 28 czerwca odbył się ostatni etap wyścigu kolarskiego Starogard–Gdynia. Popularne były zjazdy samochodowe w Gdyni, spływy kajakowe do morza z całej Polski (wykorzystywano w tym celu także balię czy łódź do przewozu węgla), rajdy motocyklowe, a nawet kolejowe nad morze. Mogłoby być też zupełnie odwrotnie: w 1939 roku 29 czerwca rozpoczął się dopiero spływ „świętomorski”.  Oprócz tych rozciągających się w czasie i przestrzeni wydarzeń, organizowano w poszczególnych miastach zawody pływackie i wioślarskie (m.in. na wspomnianej już pływalni Bałtyk w Częstochowie), wyścigi szalup wiosłowych, zawody hippiczne.

Wszystkie te działania składające się na program Święta Morza poddawane były semantyzacji z jednej strony w przemówieniach wygłaszanych podczas uroczystości, z drugiej – w komentarzach i artykułach drukowanych na łamach prasy. Ten obszerny autokomentarz – może dlatego tak obszerny, że Święto Morza było tradycją wynalezioną, należało więc wszystko zdefiniować od samego początku – konstruował zbiór wartości, oś obchodów. To z niego można wyczytać funkcje tego święta (częściowo już zrekonstruowane), a także światopogląd, bez którego Święto Morza nie mogłoby w ogóle zaistnieć. W tej perspektywie stawało się ono czymś nie tylko oczywistym, lecz także koniecznym.

Najważniejszym nurtem refleksji były rozważania nad dziejami. Historia Polski została tak przeformułowana, by w jej centrum znalazło się morze i stosunek do niego, który determinował losy państwowości. „Bo też nigdzie nie rozstrzygały się sprawy ważniejsze dla Polski, decydujące o losie wielu pokoleń, o położeniu wielu milionów ludzi, sprawy nieraz niepozorne, a przecież sięgające swymi skutkami aż do źródeł bytu państwowego, jak właśnie tu – na brzegach morza Bałtyckiego” – dowodził Eugeniusz Kwiatkowski22. „[I]stnienie Polski – wtórował mu Stefan de Walden – od zarania było pasmem walk, mających na celu bądź utrzymanie, bądź odzyskanie dostępu do morza, […] cały szereg pokoleń świadomie czy nieświadomie niósł w ofierze dla tej idei swe życie i mienie, […] większość wojen prowadzonych przez Polskę miało to właśnie, a nie inne podłoże”23. Pochód dziejowy otwierali Wenedowie, przodkowie Polaków, którzy „założyli ongiś olbrzymie miasto handlowe nad Bałtykiem u ujście Odry, zwane Weneda”24. Kompendium tak opowiedzianej historii było przedstawienie Opowieść Bałtycka, wystawione w Gdyni podczas pierwszych obchodów.  Opowiadało ono „w symbolicznych obrazach  historyczne dzieje władztwa Polski nad Bałtykiem, od czasów Krzywoustego poprzez dziejowe karty «dominium maris» Zygmunta Augusta, Stefana Batorego, Zygmunta III, Władysława IV i Sobieskiego, po dzień dzisiejszy […]”25. „Niestety – ubolewał Stefan Starzyński – nie rozumieliśmy kiedyś wartości morza. […] Nie udały się mądre i dumne plany morskie króla Władysława IV. Nie usłuchaliśmy głośnych nawoływań Stanisława Staszica, które brzmiały: Trzymajmy się morza! Utraciliśmy morze i utraciliśmy własne państwo”26. W podobnym duchu wypowiadał się Józef Stachowski: „Kolonizowaliśmy wschodnie rubieże, walczyliśmy z tatarstwem, Moskwą, turecczyzną i wołoszą, zaniedbaliśmy zachód, morze, pozwalając urość i potężnieć odwiecznemu wrogowi naszemu i to był jeden z największych błędów dziejowych”27. „Dopiero po rozbiorach zaczęliśmy rozumieć, czym jest dla narodu własne wybrzeże morskie” – podsumowywano w „Gazecie Warszawskiej”28. Dostęp do morza kilkanaście lat wcześniej pozwolił pokonać armię bolszewicką.

Taka perspektywa historyczna ma oczywiście za zadanie ciągłe potwierdzanie praw Polski do wybrzeża oraz realnej potrzeby posiadania dostępu do morza. Jednocześnie nowa interpretacja upadku Rzeczypospolitej niesie ze sobą plan działania na ówczesne „teraz”, antidotum na straszące w dwudziestoleciu międzywojennym widmo utraty niepodległości. Strategia jest jasna, wiadomo, co robić, historia dostarcza gotowy przepis na niepodległość, który można zamknąć w haśle Święta Morza z 1933 roku: „Cała Polska frontem do morza!”. Nasuwają się nawet śmielsze wnioski. Ponieważ obecnie „w całej […] opinii narodu utrwala się niezłomne przekonanie, że dostęp Polski do morza stanowi zasadniczą kwestię naszego bytu państwowego”29, utracenie wolności przy takie interpretacji dziejów staje się wręcz niemożliwe.

Perspektywa morska nie ogranicza się do przeszłości Polski. Porządkuje również historię świata według modelu ewolucyjnego, tyle że tutaj ostatecznym celem jest państwo morskie. „Gdy zastanawiam się nad historią świata, uderza mnie niezaprzeczalna prawda, że narody morskie osiągnęły największy dobrobyt oraz najwyższy poziom kulturalny swoich obywateli”30 – przekonywał Gustaw Orlicz-Dreszer. Dlatego też morze i wybrzeże mają być dla Polski szansą na modernizację, „lekarstwem najpewniejszym i niezawodnym; ono przyśpieszy i ułatwi rozwój handlu i kupiectwa polskiego w znaczeniu zachodnioeuropejskim i światowym, a przez to wzmocni całe gospodarstwo społeczne Polski31 Gdynia, miasto-cud, które powstało z osady rybackiej i jednego prowizorycznego molo, staje się symbolem tej modernizacji. „Nowe domy, wille, hotele, pensjonaty powstają jak grzyby po deszczu, a tam, gdzie dawniej były pastwiska i piachy, tętni życie, przewalają się dziesiątki tysięcy ludzi z całej Polski. […] Powstają parki, ścieżki, stadiony sportowe […]32”. Święto Morza wobec żywiołowego rozwoju spełnia rolę corocznych dożynek morskich i gdyńskich. „Minęło 15 lat […], a jednak już dziś chlubimy się […] pięknym dorobkiem pospólnej naszej pracy na morzu”33.

Polska od zarania dziejów aż do odzyskania niepodległości w 1918 roku była państwem lądowym i rolniczym; mimo że kilkakrotnie miała dostęp do morza, nie potrafiła z niego korzystać. Przejściu od państwa lądowego do morskiego towarzyszy projekt nowego Polaka. Obraz nakreślony przez Sebastiana Klonowica – „Może nie wiedzieć Polak, co to morze, gdy pilnie orze”34 – zostaje zastąpiony przez typ Polaka na morzu, żeglarza, kupca i agenta handlowego, albowiem „część narodu musi rzucić pług”35. Przemiana ta ma przede wszystkim wymiar duchowy i moralny. „Gdynia to […] jakby synteza lepszych wartości Polaka, przezwyciężenie słabości i słomianego zapału, a przez to jakieś ukochanie zdrowia, siły i pędu życiowego”36. Praca na morzu ma zahartować w trudzie i walce z żywiołem. Choć oczywiście nie należy zapominać o wpływie morza na cielesność: „Nic tak zbawiennie nie wpływa na chore nerwy, osłabione serce, nie leczy duszności, sklerozy, nic tak nie hartuje płuc jak nadmorskie, jodowe powietrze […]”37. Aktywnością morską Polak ma udowodnić, że jest zdolny nie tylko do walki zbrojnej czy strojenia domów w barwy narodowe i wznoszenia okrzyków „niech żyje Polska!”, lecz także do wykonywania zadań gospodarczych i kulturalnych. Dochodzi do przeformułowania patriotyzmu, zresztą przeformułowania znanego już z manifestów dziewiętnastowiecznych, choćby pozytywistów. Święto Morza ma wcielać w życie ten nowy model człowieka – stąd bogaty program edukacyjny, od akademii szkolnych po darmowe wycieczki czy wręcz pielgrzymki nad morze dla chłopów, robotników i młodzieży. „Godziny spędzone w porcie były okresem wprost niezwykłej przemiany duchowej: „małorolny gospodarz […] poważniał, wznosił się na wyższy stopień oceniania rzeczy widzialnych, poczuł się czynnym obywatelem Państwa”38.

W tym czarno-białym zestawieniu czasów minionych i czasów obecnych przeszłość opisywana jest przez takie hasła jak: państwo rolnicze, lądowe, obywatel-rolnik, zacofanie, bieda, walka zbrojna, „obchodomania”, „organizoakademia”, „kryzysomania”, „stękologia”, „widzenie na czarno”39, słabość, małość, bierność, niewola, podczas gdy teraźniejszość charakteryzują: państwo morskie, obywatel-żeglarz, kupiec, przedsiębiorczość, czyn, siła, praca, wolność, młodość, zdrowie, patriotyzm. Z tego przeciwstawienia, a nawet z zerwania z przeszłością – „Gdynia […] jest jedną wielką kwarantanną moralną dla ludzi przepracowanych, zniechęconych i słabych”40 – rodzi się dyktat i umiłowanie czynu. Nawet wspominana już strategia utrzymania niepodległości wymusza nieustanne działanie: „najbardziej wydajny rezultat naszej pracy na morzu nie będzie na miarę naszych potrzeb. Bo wiekowe są nasze […] zaniedbania, które dzisiejsze pokolenie Polaków musi wysiłkiem nieustannym odrabiać”41. Kampania morska to walka o podmiotowość Polski i charakter jej istnienia: „Tu [na Pomorzu] toczył się wielki bój […] o to, czy Polska potrafi chwycić za łeb historię, czy też zostanie porwana bezwolnie, gdzie ją wiatr poniesie”42.

Za Świętem Morza stoi kult czynu, działania, przedsiębiorczości. Wspomniane już morskie dożynki i święto Gdyni, miasta-czynu, to pławienie się w przedsiębiorczości, która jest w stanie przeciwstawić się nawet kryzysowi: „w żadnej kawiarni nie mogłem wykryć śladów kryzysu gospodarczego w ogólnopolskim znaczeniu tego słowa. Wszędzie słówko «zarobić» i zrobić, wszędzie arytmetyki i kalkulacje handlowe”43 – pisano w „Gazecie Polskiej”. „Nawet w okresie największego kryzysu gospodarczego, szalejącego w Europie,  powstaje na wybrzeżu ok. 700 nowych budowli, kosztem ok. 13 mln zł”44. Ale Święto Morza to też uroczystości ku czci ruchu, stąd nieustanne przemieszczanie się po kraju w trakcie tych dwóch, później siedmiu dni (spływy, zjazdy, wyścigi, rajdy, sztafety), a także liczne imprezy sportowe. Podczas Święta – i nie tylko – ruch w Gdyni nigdy nie zamiera (oprócz tej jednej otwierającej obchody minuty). „Jak długo istnieje Gdynia, tak olbrzymiego ruchu w mieście jeszcze nie widziano”45. „W tym cudownym miejscu świata akcja bije jak krynica”46. Jest to również święto sprawności organizacyjnej. Choć niewątpliwie każda wielka uroczystość stanowi wyzwanie logistyczne, w przypadku omawianych obchodów wymiar ten jest szczególnie ważny ze względu na przeciwstawienie twórczej teraźniejszości pogrążonej w marazmie przeszłości. Gdynia, ale i cała Polska, została postawiona w stan najwyższej gotowości: w 1932 roku uruchomiono dodatkowe pociągi specjalne ze wszystkich głównych miast Polskich do Gdyni, „[d]la przybyszów z całej Polski rekwirowano na prowizoryczne kwatery wolne lokale i budynki, stodoły i magazyny, a nawet niewykończone domy mieszkalne. Z pomocą pośpieszyło również wojsko. Z Legionowa k. Warszawy przysłano do Gdyni 70 wielkich brezentowych namiotów. […] Służba sanitarna zorganizowała dziesiątki punktów doraźnej pomocy. Uruchomiono jadłodajnie i pijalnie”47. Wszystkie te zabiegi miały zaświadczać o witalności narodu polskiego i nowym obliczu rzeczywistości polskiej, by zaprzeczyć mitom narodowym, które miały doprowadzić do rozbiorów.

Ostatnim wreszcie aspektem Święta Morza jest jego funkcja jednocząca, i to zarówno w wymiarze geograficznym, jak i społecznym. „Ze wszystkich stron Rzeczypospolitej, z trzech do niedawna rozdartych dzielnic, od podnóża Tatr, od podolskich stepów, z dalekiej Wileńszczyzny, z Wielkopolski […], z mazowieckich piasków […] płyną dziś strumienie ludzkie ku polskiemu morzu”48. Żywiołowe przemieszczanie nie tylko było wyrazem mobilności i ruchliwości narodu polskiego, lecz miało także funkcje krajoznawczo-edukacyjne. Odzyskanym, dotychczas odseparowanym ziemiom przywracano w ten sposób integralność – w świadomości poznających, zwiedzających, udających się na rajdy, wycieczki krajoznawcze, zwłaszcza te o charakterze objazdowym, znów stawały się one całością. Jednocześnie intensywne przemierzanie kraju pozwalało te obszary scalić na drodze symbolicznego „zadeptania”. Procesowi jednoczącemu został poddany również pejzaż. Gdynia jako miasto całej zjednoczonej Polski, „ukochane dziecko trzech zaborów”49, reprezentuje pełen eklektyzm krajobrazowy: „Wspaniały gmach to stara szlachecka fantazja. Mała «śniadalnia» tonąca w kwiatach to stan drobnomieszczański Wielkopolski i Pomorza! Port […] pachnie Nowym Światem czy Floriańską”50. Podobną funkcję zdają się spełniać modele latarni morskich i makiety okrętów. Natomiast do zjednoczenia w wymiarze społecznym dochodzi zarówno w przestrzeni, jak i w sferze słowa. Z jednej strony zjazd gdyński z okazji Święta Morza, zwłaszcza ten z 1932 roku, gromadził ludność z całej Polski. Defilada mieniąca się barwami strojów ludowych, w której brali udział delegaci i goście z rożnych regionów, była ukoronowaniem zbliżania do siebie obywateli Polski, a Gdynia miała być „dzieckiem wszystkich klas”. Z drugiej strony zgoda narodowa realizuje się na papierze. Widmo kłótni przepędza temat morza. „Nie masz […] nikogo wśród 30-milionowej rzeszy polskiej, któryby się  z ogólnonarodowej solidarności w sprawie morza wyłamał. […] Trzydzieści milionów ludzi ma jedno zdanie, trzydzieści milionów ludzi ożywia jedna wola, trzydzieści milionów ludzi porusza jedno uczucie”51. Nie ma podziałów religijnych (w dniu Święta Morza nabożeństwa mają się odbywać w świątyniach wszystkich wyznań) ani politycznych. Być może jest to zbyt daleko idące uproszczenie, ale wydaje się, że źródeł popularności Święta Morza i różnych innych działań artystycznych i społecznych z morzem w tle należy szukać właśnie w zrekonstruowanym tu pokrótce światopoglądzie, który odpowiadał na bolączki tamtego czasu i topił widma przeszłości (niemocy, niezgody….) w morskiej toni. Święto Morza wciąż jest organizowane, jednak już nigdy po II wojnie światowej nie odzyskało rangi, którą cieszyło się w dwudziestoleciu międzywojennym. Straciło wymiar ogólnopolski i narodowy może właśnie dlatego, że fundujący je światopogląd stracił aktualność.

 



Anna Jaroszuk

Święto morza. Euforia i histeria

W dwudziestoleciu międzywojennym polskie morze cieszyło się ogromną popularnością, czego jednym z przejawów było organizowane od 1932 roku z inicjatywy Ligi Morskiej i Kolonialnej Święto Morza. Autorka, wychodząc od szczegółowej rekonstrukcji uroczystości, stara się Święto Morza osadzić w kontekście politycznym, społecznym i kulturowym dwudziestolecia międzywojennego. Analizując materiały prasowe oraz zachowane dokumenty, szuka odpowiedzi na pytania, dlaczego Święto Morza, jak i w ogóle morze, cieszyło się wówczas tak wielką popularnością, jaki światopogląd stał za obchodami, na jakie potrzeby ów światopogląd mógł odpowiadać.

The Sea Festival. Euphoria and Hysteria

The interwar period was the time of the surge in the popularity of the Polish sea, a proof of which may be the Sea Festival organized since 1932 by the Maritime and Colonial League. Beginning with a detailed reconstruction of the festivities, the author attempts to place the Sea Festival in the political, social and cultural context of the Interwar period. Her analysis of press releases and preserved documents is guided by the questions of why the Sea Festival and the sea itself were enjoying such an immense popularity, what kind of worldview was behind the celebrations and what needs it might have satisfied.

 


  1. Pierwsze zdanie modelowego przemówienia zamieszczonego w książce Adama Galińskiego Obchodzimy „Święto Morza”. Materiały i wzory przemówień dla urządzających uroczystości poświęcone propagandzie morza, Łódź 1934. 

  2. Bronisław Miazgowski, Morze w literaturze polskiej, Gdynia 1964, s. 226. 

  3. Święto Morza, „Gazeta Warszawska” z 26 lipca 1932. 

  4. „Morze. Organ Ligi Morskiej i Kolonialnej” 1933 nr 7, s. 27. Dalej jako „Morze”. 

  5. Święto Morza 1936, „Morze” 1936 nr 8, s. 9. 

  6. „Cześć Bałtykowi”, „Ilustrowany Kurier Codzienny” z 30 czerwca 1933. Dalej jako „IKC”. 

  7. Kazimierz Żygulski, Święto i kultura. Święta dawne i nowe. Rozważania socjologa, Warszawa 1981, s. 7. 

  8. Po „Święcie Morza”, „Gazeta Warszawska” z 1 lipca 1933. 

  9. Adam Galiński, Obchodzimy „Święto Morza”, dz. cyt., Łódź 1934. 

  10. Na „Święto Morza” w Gdyni, „IKC” z 2 sierpnia 1932. 

  11. Eligiusz Sitek, Święta morza 1932–1997, Gdynia 1997, s. 20. 

  12. Tegoż, Andrzej Wachowiak – inicjator obchodów Święta morza, Gdańsk 1986, s. 25. 

  13. Święto Morza uroczystym świętem Polski odrodzonej!, „Morze” 1932 nr 7–8, s. 2. 

  14. Jerzy Krzyżanowski, Magda Krzyżanowska-Mierzewska, Według ojca, według córki, Warszawa 2010, s. 87. 

  15. Polska w dniu „Święta Morza”, „IKC” z 30 czerwca 1933. 

  16. „Cześć Bałtykowi”, „IKC” z 30 czerwca 1933. 

  17. Cała Polska frontem ku morzu, „IKC” z 1 lipca 1933. 

  18. Pod Giewontem, tamże. 

  19. Potężna manifestacja morska w Krakowie, „IKC” z 30 czerwca 1933. 

  20. Wodę i piasek z Morza polskiego dla Śląska niesie sztafeta z Gdyni, tamże. 

  21. Święto Morza 1935 r.: sprawozdanie Głównego Komitetu Wykonawczego Święta Morza, opr. Tomasz Piskorski, Warszawa 1936, s. 62. 

  22. Eugeniusz Kwiatkowski, Na własnej ziemi stoimy…, „Morze” 1932 nr 9, s. 2–3. 

  23. Stefan de Walden, Morze a marynarka wojenna, „Święto Morza. Jednodniówka Polskiej Agencji Telegraficznej” z 29 czerwca 1933 

  24. Tamże. 

  25. „Opowieść bałtycka”, „Gazeta Warszawska” z 26 lipca 1932. 

  26. Przemówienie Stefana Starzyńskiego, [w:] Święto Morza 1935 r., dz. cyt., s. 52. 

  27. Józef Stachowski, Tczew – łącznik Polski z morzem, „Święto Morza. Jednodniówka Polskiej Agencji Telegraficznej” z 31 lipca 1932. 

  28. Nasze morze, „Gazeta Warszawska” z 29 czerwca 1933. 

  29. Co piszą?, „Kurier Warszawski” z 1 sierpnia 1932. 

  30. Przemówienie gen. Orlicz-Dreszera, W.Z.J., Święto Morza 1936, „Morze” 1936 nr  8, s. 5. 

  31. Eugeniusz Kwiatkowski, Święto Morza, „Święto Morza. Jednodniówka Polskiej Agencji Telegraficznej” z 31 lipca 1932. 

  32. Władysław Henszel, Bastiony kultury polskiej na naszym wybrzeżu morskim, tamże. 

  33. Przemówienie Edmunda Kłopotowskiego, Święto Morza 1935 r., dz. cyt.,  s. 46. 

  34. Sebastian Klonowic, Flis, to jest Spuszczanie statków Wisłą i inszymi rzekami do niej przypadającymi, Chełmno 1862. 

  35. Przemówienie radiowe Stanisława Kwaśniewskiego, prezesa Zarządu Głównego LMK, Morze i kolonie, „Morze” 1937 nr 8, s. 3. 

  36. „Szczególna jest dla tej ziemi miłość…”, „Tygodnik Ilustrowany” 1932 nr 32. 

  37. Na polskim wybrzeżu pięknie, tanio i spokojnie…, „IKC” z 27 czerwca 1932. 

  38. Masowe wycieczki do Gdyni i na Hel w roku 1933 i 1934, „Święto Morza. Jednodniówka”, Radom 1934. 

  39. Kazimierz Leczycki, Z Gdyni… bez tytułu, „Gazeta Polska” z 2 sierpnia 1932. 

  40. Tamże. 

  41. Przemówienie Ignacego Mościckiego, Rokrocznie naród polski…, „Morze” 1937 nr 8, s. 1. 

  42. Przemówienie Eugeniusz Kwiatkowskiego, W.Z.J., Święto Morza 1936, „Morze” 1936 nr 8. 

  43. Kazimierz Leczycki, Z Gdyni…, art. cyt. 

  44. Władysław Henszel, Bastiony kultury polskiej, art. cyt. 

  45. Gdynia 21-go lipca…, „Kurier Warszawski” z 1 sierpnia 1932. 

  46. Kazimierz Leczycki, Z Gdyni…, art. cyt. 

  47. Eligiusz Sitek, Święta morza 1932–1997, dz. cyt., s. 20 

  48. Święto Morza, „IKC” z 1 sierpnia 1932. 

  49. Kazimierz Leczycki, Z Gdyni…, dz. cyt. 

  50. Tamże. 

  51. Tamże.